Przejdź do głównej zawartości

IN MEMORIAM / Edyta Malinowska

 

JESTEM NIEZALEŻNYM AUTOREM, WSPIERAJ MNIE I SYPNIJ GROSZEM:

>>>ZOSTAŃ PATRONEM<<<

REST IN PEACE, EDITH
  
Niektórzy w naszej rodzinie - w tym również ja - nazywali ją Ciocią Maliną lub Ciocią Edycją, co chyba miało choć trochę oddawać jej barwny charakter i życiowy optymizm (a z pewnością podkreślało jej poczucie humoru, bo nie wydaje się, żeby kiedykolwiek zgłaszała do tych określeń jakieś pretensje). Jej pozytywność w kontaktach z innymi była nie tylko niezachwiana, ale wręcz zaraźliwa - a już na pewno godna podziwu (a momentami nawet zazdrości). Ciocia Malina za każdym razem uderzała mnie swoim optymizmem, który początkowo wydawał mi się wręcz nienaturalny - jednak zadziwiające było to, że okazywał się zupełnie szczery i bezpretensjonalny.
 
JAKIE ŻYCIE, TAKA ŚMIERĆ

Ciocia Malina żyła i umarła na własnych zasadach. Żyła jak chciała - bez oglądania się na społeczne konwenanse - i umarła podobnie, tj. we własnym łóżku, zamiast w szpitalu czy placówce. Nie wiem jak w innych wyborach, ale w tym przypadku była konsekwentna aż do uporu. (Miałem okazję trochę jej towarzyszyć w ostatnim miesiącu jej życia - i trzeba przyznać wprost, że choć nie mogła się już poruszać i była całkowicie zdana na pomoc - do końca twardo realizowała to, co sobie postanowiła. Jeśli np. zdecydowała się danego dnia nie pozwolić się nakarmić, w żaden sposób nie byłem w stanie jej do tego przekonać. I robiła to tak uroczo, że nie miałem nawet podstaw do gniewu czy żalu).
 
Wybrała - lub też przypadła jej w udziale - trudna droga życiowej samotności, choć wydawała się raczej świadoma ciężaru, jaki się z tym wiązał i znosiła to z aż niespotykaną pokorą. Zmarła na własnym poddaszu, czyli w miejscu w którym spędziła przynajmniej połowę życia - i które było chyba w takim samym stopniu jej radością na początku (normalne lokum po latach życia w niskim standardzie) - co utrapieniem w końcówce życia (wysokie czwarte piętro przysparzało niemało problemów przy codziennym poruszaniu). W każdym razie Ciocia Malina prowadziła w swojej "dziupli" w dzielnicy Nowe Miasto bardzo skromne żywot - praktycznie całe życie spędziwszy w jednym mieście (z którego rzadko lub niemal wcale nie wyjeżdżała, albo robiła to na krótko). Organizowała sobie jednak różne aktywności i małe przyjemności - od malarstwa w plenerze, przez wycieczki do biblioteki, po eskapady z kołem PTTK.
 
Przy tak zdawało by się ograniczonym polu manewru, do samego końca zachowała swoją niewzruszoną pogodę ducha - co jest wręcz niewiarygodne, ale właśnie oddaje cześć jej uporu (w tym przypadku do trzymania się pozytywów życia). Jej ostatnia ze mną rozmowa dotyczyła gorącego pragnienia ponownego chwycenia za pędzel i powrotu do malowania - które było jedną z jej wielkich i chyba nie do końca spełnionych namiętności. O szczerości tego pragnienia niech świadczy fakt, że poprosiła mnie o powieszenie na wprost łóżka jednego ze swoich obrazów - dla których, z powodu bycia swoim najostrzejszym krytykiem, bardzo rzadko i na bardzo krótko znajdowała uznanie (pozwalające na ich dłuższą expozycję na własnych ścianach). Niejako symbolicznie wybraliśmy pejzaż zimowy - który dzięki subtelnemu różowemu i błękitnemu laserunkowi nie był wcale surowy, lecz miękki i łagodny - prawie idylliczny. Niesamowite było, że choć Ciocia miała już bardzo daleko posunięte problemy z pamięcią (zapominała już nawet imion) natychmiast przypomniała sobie miejsce w którym on powstał i zrobiła to bezbłędnie.
 
KILKA WSPOMNIEŃ, KILKA CHWIL

Wspomnienia, które wiążą się z Ciocią Edycją pochodzą głównie z mojego późnego dzieciństwa - czyli przedsionka nastoletności (10-14 lat) - chyba trudnego dla opiekunów okresu, gdy dziecko przeczuwa już nowy etap życia, lecz jeszcze nie umie go nazwać (nie jest już prawie dzieckiem, ale nie jest też jeszcze młodzieżą). Pamiętam więc, że w tym czasie Ciocia często opiekowała się mną i bratem w wakacje lub ferie, podczas kilkutygodniowych wyjazdów w góry i nad morze. Nie jestem pewien, ale wydaje mi się, że były to jedyne nieliczne chwile, gdy z moim bratem zawieraliśmy chwilowy rozejm od nieustannego niemal "darcia kotów" - i był w tym jakiś jej wpływ. Zawdzięczam więc Cioci Malinie pierwszą wyprawę na Śnieżnik  (dla nas była to doprawdy wyprawa) - która chyba głównie z mojego powodu nie zakończyła się jego zdobyciem (dotarliśmy "tylko" do schroniska). Innym razem napędziliśmy jej stracha znikając na parę godzin w salonie gier, gdzie utknęliśmy zahipnotyzowani  automatami do gier video (oczywiście nic jej o wyjściu w to miejsce nie mówiąc). Jednym słowem - wraz z bratem dawaliśmy niestety Cioci popalić - jednak ona, pomimo stanowczości w realizowaniu podstawowej opieki, nigdy się z powodu tych wybryków nie obrażała, ani tym bardziej nie chowała urazy (przeciwnie, po latach wspomniała je z rozbawieniem - choć dopiero uświadamiając nam, ile nerwów ją to kosztowało).

Była doprawdy niezwykłym - bo żyjącym trochę na uboczu i trochę z boku - człowiekiem. Prowadziła vita umbrilis, życie w cieniu - który jednak sama umiała sobie rozświetlić blaskiem swojego wewnętrznego humoru, prostej radości i niegasnącego optymizmu.

Spoczywaj w radości, Ciociu Malino - tam, gdzie trafiłaś wcale nie muszą mieć żadnych pędzli, bo przecież malowałaś świat swoim uśmiechem.
 
--- 
 
Fragment z mowy pogrzebowej, listopad 2025 r. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

SPIS DZIEŁ ZDROJOWYCH / rok 2024

Fot. Bernard Hermant / unsplash.com JESTEM NIEZALEŻNYM AUTOREM, WSPIERAJ MNIE I SYPNIJ GROSZEM: >>>ZOSTAŃ PATRONEM<<< >>>POSTAW KAWĘ<<<  Roczny spis treści - texty uporządkowane wg. cykli (od najliczniejszych). "Chłopiec i czapla" Hayao Miyazakiego (recenzja filmu animowanego) kliknij, żeby przeczytać recenzję "Civil War" Alexa Garlanda (recenzja filmu fabularnego) kliknij, żeby przeczytać recenzję "Perfect Days" Wima Wendersa (recenzja filmu fabularnego) kliknij, żeby przeczytać recenzję "Gościnne występy. Kawałki o projektowaniu" Marcina Wichy (recenzja książki) kliknij, żeby przeczytać recenzję "Ostrygi i kamienie. Opowieść o Normandii, Bretanii i Pikardii" Krzysztofa Vargi (recenzja książki) kliknij, żeby przeczytać recenzję "Wynajdując powody, czyli eugeniusz ze mnie" (o wszystkim i o niczym) kliknij, żeby poczytać "A powinienem przecież być nad wodą" (o wodzie i lądzie) kli...

SUDECKA LEGENDA / O powstaniu Młynu Łukasza w Szklarskiej Porębie

>>>POSTAW KAWĘ<<<   O szaleństwach zakochania Wysokogórską osadą Schreiberhau w śląskich Górach Olbrzymich, opiekowała się pewna przedsiębiorcza i rzutka boginka, bystrooka Lapis. Była duchem górskiego potoku, wypływającego ze szczelin masywu, mknącego bystro przez usiane głazami skalne koryto i przepływającego także przez tę odizolowaną osadę – w której ludzie zwali ten potok po prostu Kamienna. Duszka ta, prócz satysfakcji z przydzielenia do swej uroczej placówki, darzyła równie szczerym i nieco szalonym uczuciem Ducha Gór – osobnika różnie nazywanego i przybierającego w razie konieczności różnorakie oblicza. Spoczywał na nim trudny obowiązek zarządzania nie tylko samym pasmem Riesengebirge , ale i całym rozległym łukiem Sudetów – którym zawiadywał za pomocą rozbudowanej i rozległej korporacji duchów, demonów i innych astralnych stworów. Boginkę o wielkim sercu, ale i wielkich ambicjach pociągały w Rübezahlu przede wszystkim jego męskie cechy, których wielu s...

WRAPPED 2024 / Odpływając w siną dal

Fot. Shane Rounce / unsplash.com >>>POSTAW KAWĘ<<< Końcówka roku, czas podsumowań - tutaj w formie antyrankingu, czyli bez zachowania żadnych kolejności i hierarchii. Pomijam jednak (w odróżnieniu od roku ubiegłego), zestawienie różnych nagród literackich i okołoliterackich - przechodząc bezpośrednio do moich własnych typów (z krótkimi komentarzami). Literatura, prasa, film, serial, show, muzyka, wystawa, podcast i videocast - kto ciekawy kulturalnych ciekawostek z marginesu, niech sprawdza. LITERATURA Polityczna: Brutalizm / Achille Mbembe. Pokój czy wojna? Rosja i Zachód - zbliżenie / Michaił Szyszkin. Apokalipsa tu teraz / Rene Girard. Stulecie nomadów / Gaia Vince. Mbembe zdeklasował, wysupłując niewygodną prawdę o późnym kapitalizmie, zbudowanym na wyzysku i przemocy oraz napędzanym religijnie wręcz wyznawanym technofeudalizmem. Rene wskazuje pierwotne i stale aktualne mechanizmy religijnej ofiary oraz społecznej automitologizacji - a Gaia odsłania absurd na...